niedziela, 27 czerwca 2010

Czar starych zdjęć. CYFROWYCH!!!

Postanowiłem trochę powspominać stare dobre czasy gdy człowiek był młody a fotografia cyfrowa dopiero raczkowała. Mimo że w 2000 roku dysponowaliśmy służbowym (Fazi pracował w wielkiej międzynarodowej korporacji) kompaktowym aparatem olimpusa z matrycą 1.2 Mpix do tego karta pamięci 4 MB to jednak zdjęcia te nawet jak na dzisiejsze czasy wyglądają bardzo dobrze. Cały album na Picassa
Od BIESZCZADY 2000

Są to nasze pierwsze zdjęcia z cyfrówki. Album zawiera zdjęcia z listopadowego weekendu 2000 roku. Zaczęliśmy sporom grupą od wycieczki na Duszatyńskie Stawy.

Od BIESZCZADY 2000
Z tamtąd oczywiście popędziliśmy na obiad do Biesiska, i oczywiście na nocleg do Małej Rawki. Wyjazd ten był wyjątkowy nie tylko dla tego że mieliśmy cyfrowy aparat, poszliśmy dalej, Fazi poraz pierwszy zabrał ze sobą w góry laptopa. W tamtych czasach była to niezła fanaberia a i większość turystów patrzył na nas trochę dziwnie. Szczególnie gdy oglądaliśmy w Rawce Gwiezdne Wojny.
Od BIESZCZADY 2000
Mimo Słabego jak na dzisiejsze czasy sprzętu z tego wyjazdu mamy kilka fajnych fotek z Połoniny Wetlińskiej, Tarnicy i worka bieszczadzkiego. Jet także kronika wyczynów Henka jako kierowcy, wspinacza, żołnierza i śuksa.

Od BIESZCZADY 2000

Od BIESZCZADY 2000

Od BIESZCZADY 2000

Od BIESZCZADY 2000

niedziela, 14 marca 2010

Byle do wiosny

A takie klimaty to tylko w Chacie Wędrowca.


Na zielonej łące są kwiatki pachnące
a u bystrej wody tam rosną jagody.

niedziela, 14 lutego 2010

Ale Zima!!!!


Na Walentynki zima nie poskąpiła nam swych uroków, wydaj się że w tym roku spadł śnieg z wszystkich poprzednich lat.

wtorek, 17 marca 2009

Znowu zima wiec o zimie....


W natłoku spraw który zaprzątały nasze głowy na przełomie roku, zabrakło czasu by napisać tak wiele ważnych wydarzeń w życiu Natalki. Pierwszy ząbek pojawił się w lipcu, od tamtej pory Natalia ma już śliczne jedynki dwójki i czwórki, jesienią zaczęła raczkować a końcem stycznia chodzić. Zima była dla niej bardzo wesołą porą roku, poznała śnieg, zaprzyjaźniła się z bałwankiem który stał przed oknem, i oczywiście spacerowała po białym puchu. Śnieg w ogóle jak widać na zdjęciach okazała się wspaniałym miejscem do zabaw.
Więcej zdjęć:
Galeria w Picassa

poniedziałek, 16 marca 2009

Pierwszy dzień wiosny.



Po niespodziewanej długiej mroźnej i śnieżniej zimie wczorajsza niedziela wyjątkowo ciepła i słoneczna była dla nas bardzo przyjemna. A tydzień zaczął się bardzo źle, Natalka w poniedziałek zaczęła gorączkować, tak zaczęło się pierwsza w jej życiu przeziębienie, ciężkie noce, katar, i długie nudne i marudne dni w domu. Na szczęście obyło się bez antybiotyków. Wspaniałym urozmaiceniem dla całej rodziny był popołudniowy spacer po trawce szukanie kwiatków, wyścigi wokół tuii i zabawy z kotkiem. Po południu zorganizowaliśmy sobie wycieczkę do Gogołowa na czynny jeszcze wyciąg narciarski Pod Dziedzicem. Najbardziej zadowolona tego dnia była Natalka...

czwartek, 15 stycznia 2009

Listopadowe Bieszczady po raz n-ty.

11 listopad to czas naszych tradycyjnych wyjazdów w Bieszczady, nie mogę sobie wprost przypomnieć jesieni w której nie bylibyśmy w Bieszczadach w listopadzie. W tym roku (2008) wycieczka trwała 1 dzień ale pogoda była wspaniała, bieszczadzka jesień w pełnej krasie. A przecież bywało bardzo różnie śnieżnie, deszczowo i prawie jak w lecie. Tym razem szybka wycieczka na Połoninę Caryńską, z wspaniałymi widokami, potem przekąska w Chacie Wędrowca, na końcu wizyta w nowej knajpie koło Zagórza "Chata Starych Znajomych", którą to z czystym sumieniem mogę odradzić każdemu, Starzy Znajomi mają spore problemy z gotowaniem....
A było tak....




Galeria w Picassa

Fotki w Panoramio

środa, 14 stycznia 2009

Warto wstać o 4 rano... czasami.

Poniedziałek 12 stycznia zaczął się bardzo wcześnie bo o 4.30, wyjechałem o 5.30 na drogach pusto i spokojnie dopiero w Sanoku niewielki korek, godzina 6.30 wiec wszyscy śpieszą się do pracy, zaczyna świtać, niebo przejrzyste bez jednej chmurki wiec dzień zapowiada się wspaniały. Pierwsze oczarowanie to niesamowity wschód słońca widoczny z przełęczy w Przysłupie, pomarańczowo czerwona kula wstaje dokładnie nad przełączą wyżną pomiędzy Rawkami a Caryńską, powietrze wydaje się płonąć. Zatrzymuje się kilka kilometrów przed Ustrzykami, wschodzące słońce skrzy się na zaszronionych drzewach, gałęzie wyglądają jak oblepione diamentami.


Na parkingu przy czerwonym szlaku jestem o 8.30, szybkie przepakowanie i w drogę, jest zimno ale bezchmurne niebo zapowiada wspaniałe wrażenie na górze wiec śpieszę się, przetarty szlak znacznie ułatwia mi wspinaczkę, w lesie cisza, czasem tylko jakiś powiew wiatru trzeszczy koronami drzew. Dawno nie byłem na tym szlaku wiec jestem zaskoczy jego "zagospodarowaniem" w większej części prowadzą mnie barierki, i gęsto wymalowane znaki. Po około 2 godzinach dochodzę do połoniny, jedynie w tym miejscu trochę nawianego śniegu utrudnia przejście. Wyżej także miłe zaskoczenie cała droga jest co kilka metrów oznaczona tyczkami, wiec nawet w najgorsza pogodę zgubić się jest bardzo trudno. Na otwartym terenie zaczyna się prawdziwa orgia dla oczu, ale szkoda o tym pisać zdjęcia mówią same za siebie.



Po trzech godzinach wchodzę na Tarnicę, jestem tutaj sam nie liczą jednego turysty którego spotkałem na przełęczy pod Tarnicą. Widoki niesamowite, wspaniale widoczne Tatry, warto było zmarznąć i walczyć z porywistym wiatrem, przyroda wynagrodziła wszystkie trudy....




Galeria w Picassa

Fotki w Panoramio

wtorek, 4 listopada 2008

Jasiel, jesienna wycieczka Natalki.

Czas na powrót do blogowania po letniej długiej przerwie wakacyjnej w czasie długich wieczorów może się uda znaleźć trochę czasu na kilka notek.



Minioną niedzielę dzięki pięknej pogodzie spędziliśmy na świeżym powietrzu, Natalka poznawała piękno Beskidu Niskiego, wycieczka do źródeł Jasionki okazała się bardzo udana, piękna pusta dolina pozwoliła na delektowanie się ciszą, a iście wiosenna pogoda (listopad) i ciepłe słoneczko wprawiło nas w bardzo dobry humor. Nie obyło się oczywiście bez problemów, kilkukilometrowy spacer stał się w pewnym momencie uciążliwy, zalegające na drodze błoto koleiny i kałuże bardzo utrudniało poruszanie, wszystko to przez prowadzoną w lesie zrywkę drzewa. W połowie drogi tatuś musiał wrócić po samochód tak wiec resztę drogi pokonaliśmy szybko.











Na polu namiotowym Natalka zjadła pyszną kaszkę pospacerowała z rodzicami i gdy słoneczko zaczęło zbliżać się do ziemi wróciliśmy do domu, Natalka oczywiście przespała prawe całą drogę powrotną…
Na ten sam temat w sieci:
Zdjęcia z wycieczki w Panoramio Jasiel
Album w Picasa
Informacje w Wikipedia

wtorek, 1 lipca 2008

Tego mi brakowało - Ukraina Pasmo Świdowca

Jakoś tak nie było czasu by umieścić informacje o moim wyjeździe na Ukrainę, drugi w tym roku weekend majowy (normalnie czerwcowy) spędziłem na tym co lubię najbardziej, nazywa się to chodzenie po górach – ale znaczeń ma wiele i dla każdego znaczy co innego.

Relacje z tego wyjazdu ukazały się już w dwóch miejscach na nacie (linki poniżej) wiec jeżeli ktoś jest ciekawy to może sobie pooglądać i poczytać więcej.

Relacja reporterska tutaj http://cstr.internetdsl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=108&Itemid=27
Trochę narzekania tutaj http://scovron.blog.onet.pl/2,ID319508607,index.html i utaj http://scovron.blog.onet.pl/2,ID319897906,index.html

Wyjazd z wszech miar udany, doborowe towarzystwo, wspaniałe góry, błoto, deszcz, zmęczenie, dobra ukraińska wódka, generalnie rewelacja.
Pierwszy dzień to całonocna podróż, wesoła, zakrapiana (no towarzystwo jeszcze się załapało na pępkowe Natalki, potem jakoś samo poszło), w Jasini był czas na uzupełnienie prowiantu, dla tych co się wcześniej nie zaopatrzyli, problem zawsze jest jeden ile flaszek jestem w stanie unieść w i tak wypchanym plecaku, przed nami 4 dni w górach i żadnego marketu po drodze, oj ciężko się to zapowiadało. Pierwsze podejście niesamowicie malownicze, doprowadziło nas do chroniska, gdzie jak się potem okazało zużyliśmy 99 % naszych zapasów wody ognistej….




Dzień drugi zaczął się wcześnie przed 6 rano od poszukiwań lekarstwa na suchość w gardle po wieczornym spożywaniu, jak wielka była radość gdy ta jedna jedyna buteleczka się znalazła na te kilkanaście osób to co prawda jak lekarstwo ale pomogło, i tutaj się kończą wszelkie historie związane z procentami dalsza droga zupełnie na trzeźwo świadomie wiodła nas dalej.




Oczywiście Natalka musiała być z nami. Był to mój pierwszy wyjazd po jej urodzeniu i nie twierdze że nie miałem obaw jak Ona to zniesie i czy nie zapomni tatusia, jak się okazała nic takiego się nie stało, na szczęście.


Pierwsza noc w namiotach, w bardzo przyjemnej scenerii, poranek z ładnymi widokami, i bardzo ciężki i długi dzień w górach, dał wszystkim nieźle w kość, raczej wieczorem zbyt długo nie posiedzieliśmy przy ognisku, a i nie było przy czym…









Ostatni dzień śniadaliśmy w wspaniałym kotle pod Trojaską śród opuszczonych zabudowań pasterskich, miejsce bardzo malownicze, skąd wg. Mapy dzieliło nas tylko kilka kilometrów wygodną drogą od busa. Jednak droga szybko się skończyła zniszczona przez rwący strumień i zaczęło się mozolne przedzierania ledwo widoczną ścieżką po stromym urwisko miejscami jakby zawieszonym nad strumieniem. Był to dla mnie najciekawszy odcinek w całym naszym wędrowaniu, las strumień i cała sceneria była niesamowita, pewno ciężko będzie cos takiego powtórzyć w najbliższej przyszłości. Te kilka kilometrów dało nieźle w kość ale tylko dla tych kilku godzin warto było wędrować po tych górach.